Słuchajcie, Szczeliniec Wielki to absolutny klasyk Dolnego Śląska, ale mam wrażenie, że często o nim zapominamy, bo „przecież tam już wszyscy byli”. A ja Wam powiem jedno: to miejsce nigdy nie przestaje zachwycać, jeśli tylko dasz mu szansę na Twoich zasadach.
Weszłam tam rano, zanim jeszcze ruszyły największe wycieczki. I to jest mój patent na to miejsce. 700 schodów pod górę – brzmi jak wyzwanie? Może trochę, ale każdy krok jest wart tego.
Kiedy wchodzisz między te ogromne skalne labirynty, w głowie od razu robi się ciszej. W „Piekiełku” panuje ten specyficzny, chłodny spokój, a ściany porośnięte mchem wyglądają jak z planu filmowego.
To jest ten moment, kiedy czujesz się mała wobec potęgi natury i to jest… niesamowicie uwalniające. Wszystkie maile, tabelki i domowe sprawy zostają gdzieś tam na dole, pod tymi schodami.
Moja rada? Zabierz termos z ciepłą herbatą, usiądź na tarasie widokowym i po prostu popatrz na horyzont. Nic więcej nie trzeba.
A Ty? Masz swoje ulubione miejsce w Górach Stołowych? Czy może te schody skutecznie Cię odstraszają? Daj znać w komentarzu, pogadajmy!